w m logo
Instytucja Samorządu
Województwa
Warmińsko-Mazurskiego
Poniemieckie

Poniemieckie / Karolina Kuszyk. – Wołowiec : Wydawnictwo Czarne, 2019. – 458 s.


Każdy z nas, który mieszka gdzieś pomiędzy Elblągiem a Ełkiem, zna doskonale słowo: „poniemiecki" czy „poniemieckie". Z reguły to dom czy stodoła, kościół czy kapliczka, czasem maszyna rolnicza lub naczynia. To także mój rodzinny dom, który też jest poniemiecki. „Poniemieckie” można znaleźć w Sudetach, we Wrocławiu, w Szczecinie. Więc właściwie to aż dziwne, że dopiero teraz powstała o tym "poniemieckim" książka. Wydało ją wydawnictwo „Czarne". Jej autorką jest Karolina Kuszyk, germanistka i polonistka. „Poniemieckie" to jej debiut książkowy.

 

„Poniemieckie” - to słowo, jak zauważa autorka, jest wyjątkowe, używane tylko w Polsce, nieprzetłumaczalne. Co właściwie oznacza? Czym jest to mityczne „poniemieckie”?

 

Karolina Kuszyk próbuje ruszyć śladami historii, przeplatającej się z teraźniejszością. W końcu od czasu wyjazdu Niemców minęło już kilkadziesiąt lat, a my wciąż mówimy „poniemieckie”. Jakby potomkowie tych, którzy zasiedlili nowe terytoria, nadal nie byli u siebie. W książce znajdziemy historie zarówno tych, którzy uciekali jak i tych, którzy przychodzili – często dlatego, że nie mieli dokąd wracać.  Z jednej strony są ci, którzy pozostawiają za sobą całe dotychczasowe życie, a z drugiej ci, którzy przyszli już na ich miejsce. Często zresztą też pozostawiając za sobą całe swoje życie gdzieś pod Wilnem czy Lwowem. Jak żyć z poczuciem bycia w czyimś domu, z jego rzeczami, jego ubraniami w szafie, jego ślubną zastawą? Z poczuciem tymczasowości? To uczucie mocno przebija przez opowieści nowych osadników: na pewno przyjdą i nas wyrzucą, to na pewno nie jest na stałe. Zresztą, już sam początek książki jest znamienny: oto mąż autorki znajduje na spodzie starej miski swastykę. Nikt przez lata jej nie zauważył. Jakby to, skąd w legnickim domu wzięła się niemiecka miska, po prostu wyparto. Czy stąd to „poniemieckie”? - może zastanowić się czytelnik. Z potrzeby oswojenia, powiedzenia, że to już po nich, a teraz to nasze?

 

W książce znajdziemy nie tylko wspomnienia z ówczesnego powojennego Dzikiego Zachodu (jak wtedy nazywano te nowe tereny Polski). Sporo tu historii nieoczywistych, jak opowieść o wynalazcy weków, które nowi mieszkańcy znajdowali jeszcze po latach, czy o twórcach religijnych obrazków, które można było znaleźć w każdym z niemieckich domów. Autorka opisuje też dzieje nowsze i najnowsze, szczególnie z Dolnego Śląska tak jej bliskiego. Poznajemy więc to, co działo się z „poniemieckim” – gdy już wiadomo było, że zastana rzeczywistość nie jest tylko „na chwilę”. Nie tylko dzieje szabrownictwa, ale przede wszystkim te najsmutniejsze, czyli dzieje cmentarzy. Opuszczonych, zniszczonych, zapadających się pod ziemię, tak jakby miały ze sobą pogrzebać pamięć o tych, którzy kiedyś tu żyli i o tym, że to nie my byliśmy tu od zawsze.

 

Od powojennych przesiedleńców przechodzimy zaś do tego czym ta poniemieckość jest dziś – a jest bardzo rozdarta i dwojaka. Z jednej strony mamy słynne poniemieckie tajemnice. Sekrety kompleksu Riese, tajemnice zamku Książ czy złoty pociąg. Autorka rozmawia z poszukiwaczami, opisuje gorączkę wokół rzekomo zakopanego pociągu ze złotem, którą żyła cała Polska. Jednak mamy też rozmowy ze społecznikami, usiłującymi uchronić „poniemieckie” pałace, fabryki, kamienice od upadku. Bo z jednej strony to „poniemieckie” wciąż jest tajemnicze, ciekawe, a z drugiej – takie codzienne, niezauważalne, dawno już oswojone. Z jednej strony jest wyniosłym zamkiem, a z drugiej starą kamienicą. Z jednej rodowymi srebrami potężnego rodu zaginionymi w wojennej zawierusze, a z drugiej starą fajansową miską.

 

S.H. 

 

Copyright © 2020 W-MBP. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.

Polityka prywatności - RODO